Granica Maroko-Mauretania 2018

Maroko

Przed granicą kolejka ciężarówek…
Ryjemy się boczkiem,lewą stroną dojeżdżając do bramy.Ciut zniesmaczony policjant pokazuje,by zawrócić i stanąć na końcu kolejki.
Przybywa inny,chwilę dyskutują,po czym pokazują by wjeżdżać.

Maroko

Przejście jest w przebudowie.Może po jej zakończeniu,nie będzie już problemu,które okienko w danym momencie należy odwiedzić,
…a jest ich ze sześć,rozrzuconych po całym przejściu.W jednej chwili jesteś już przy wyjeździe,a tu trzeba jeszcze wrócić na wjazd po pieczątkę.

Maroko

Służba graniczna,jest bardzo życzliwa i przychylna turystom,pokazując,gdzie w danym momencie należy się udać,
…ale i tak kilometr z okładem trzeba zrobić. Po obowiązkowym skanerze,odjeżdżamy.

Maroko

Już za bramą,na pasie ziemi niczyjej,dopadają nas frendy,proponując pomoc z mauretańskimi formalnościami.
Niezrażeni odmową,wsiadają do Mercedesa i gonią nas,a wyprzedzając,dają do zrozumienia,by jechać za nimi.Chcą pokazać nam drogę…
…i tak mniej więcej do połowy pasa ziemi niczyjej,gdzie w swoich okopach siedzą żołnierze Polisario,ale już tak jakby mniej ich było niż w zeszłym roku.
Nawiasem mówiąc,gdy wracaliśmy wisiał już tylko baner z hasłem “Liberte!”,
…ale już żadnego sołdata nie było.
(zobacz post” Między Marokiem,a Mauretanią na pasie ziemi niczyjej “)

Maroko

Powoli zbliżamy się do granicy mauretańskiej.Z czarnego Mercedesa wyskakuje frend, tym razem na piechotę pokonując kilkumetrową trasę,by wskazać nam drogę,a nieco później ulżyć w niedoli formalności mauretańskich…
Biegnie,sapie,dobiega do granicy,ale tam czeka Szejk, nasz ubiegłoroczny frend,który przegania biegacza desperata.

Maroko.Wielbłądy wchodzące na drogę

Witamy się z naszym granicznym kumplem.Szejk bierze paszporty naszej czwórki i załatwia sprawy,tradycyjnie łupiąc nas na ubezpieczeniu samochodu,ale niech mu tam,bo nikt w zielonym ubranku nie interesuje się nami od tej pory.Oczywicie manifestujemy naszą przyjaźń,strzelając sobie tradycyjnego misia,więc wszyscy wiedzą,że jesteśmy frendami jak jasna cholera.Teraz wiza i pytanie,gdzie jedziemy.Senegal?
Nie,tylko Mauretania.Co proszę? Mauretania? Ale gdzie? Ale po co?
Tłumaczymy,że Parki Narodowe,że ptaki,że krokodyle i plaże,
…a oni swoje”ale po co?”

Na koniec prowadzą nas do Big szefa,który dużymi literami pisze coś na dużej kartce.Oficer melduje się szefowi,głośno tupiąc i zamaszyście klepiąc się po udzie.Wreszcie szef podnosi wzrok i widać nie wyczuwając zagrożenia w naszych osobach dla mauretańskiego kraju,wyraża zgodę na wjazd only Mauretania.
Znów zjawia się Szejk,bo przy szefie zniknął,jak kamfora i wyprowadza nas za szlaban…

Jeszcze drobny rewanż,co łaska i jedziemy w stronę kempingu w Nawazibu.

Mauretania,przewodnik

Na głównym skrzyżowaniu zatrzymuje nas rosyjskojęzyczny kolega Ahmed,proponując pomoc w załatwieniu wszystkiego,co dusza zapragnie w Mauretanii,poczynając od formalności granicznych,a na nie wiem czym kończąc.Facet jest sympatyczny,nawet nienamolny
( numer do niego: 00222 46504386 )

Mauretania

My ruszamy dalej na spotkanie z piaskami…

Powiadamiaj mnie o nowych postach


Powiązane wpisy

Mistrzowie sztauowania

2017-03-29 05:41:53

1

Wędka czy rybka?

2017-04-03 18:57:38

1

Życie w wiosce rybackiej

2017-02-28 08:37:11

1

Miejscówka przy plaży

2019-05-09 13:40:27

1

Khaoui Naam (Sahara Zachodnia)

2018-03-18 15:05:56

1

Related posts

Leave a Comment

CommentLuv badge

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.